Zarabianie na życie na początku pory powodzi: „Idziemy na pola” (metafora pójścia do świątyni w celu zarobienia na życie).
Poranna ulewa właśnie dobiegła końca, a wody rzeki Vinh Hoi Dong gwałtownie ruszyły w dół rzeki, unosząc ze sobą kępy hiacyntów wodnych, które leniwie dryfowały po rzece.
W tym czasie pan Nguyen Van Ba, mieszkaniec wioski Vinh Hoi, w gminie Vinh Hoi Dong (dystrykt An Phu, prowincja An Giang ), pchał swoją łódź, aby zarzucić sieci i złowić ryby na sprzedaż na targu.
Pan Bá powiedział: „Ostatnio, kiedy poziom wody na polach ryżowych się podnosi, łowię całkiem sporo ryb. Zarzucam sieci i łowię 5-7 kg karpi i sumów dziennie, żeby sprzedać je na porannym targu, zarabiając ponad 200 000 VND dziennie. Przez ostatnie kilka dni padało, więc ryby nie żerują zbyt często i łowię tylko tyle, żeby przeżyć”.
„Przez cały rok zarzucam sieci, żeby zarobić na życie. W porze suchej, jeśli ciężko pracuję, wiążę koniec z końcem. W porze deszczowej staram się jak mogę, żeby dorobić trochę na szkołę dla dzieci i przygotować się do Tet (Księżycowego Nowego Roku). Widzicie, jest już koniec czerwca (według kalendarza księżycowego) i jeśli nie zakończymy pory deszczowej, Tet będzie tuż za rogiem. Jeśli nie zaczniemy się teraz przygotowywać, moja rodzina będzie miała poważne kłopoty pod koniec roku!”

Poziom wody powodziowej w An Giang dopiero zaczął się podnosić.
Mówiąc o swoim zawodzie, pan Bá wyznał, że ze względu na ubóstwo, w jakim żyła jego rodzina, jego wykształcenie ograniczyło się do umiejętności czytania i pisania.
Dorastając, poszedł w ślady ojca i zajął się handlem rzecznym, z którym jest związany do dziś. Przez kilka lat pracował również jako robotnik budowlany w prowincji Binh Duong i Ho Chi Minh , ale to nie wystarczało, by związać koniec z końcem, więc wrócił do rodzinnego miasta, aby kontynuować pracę na rzece, nawigując przypływy i odpływy.
„Myśląc o tym, życie jest o wiele wygodniejsze w moim rodzinnym mieście. Wracając do mojej dawnej pracy rybaka, nie mam dużo pieniędzy, ale też nie głoduję. Życie na wsi jest prostsze, a ciężar jedzenia i ubrania mniejszy niż gdzie indziej. Kiedy łowię ryby, jeśli mam ich dużo, sprzedaję je na targu; jeśli mam ich trochę, to i tak wystarcza mi na pełny posiłek dla żony i dzieci”.
„Moje rodzinne miasto jest biedne, ale mamy mnóstwo papryczek chili i pomidorów, w przeciwieństwie do innych miejsc, gdzie nikt niczego nie rozdaje za darmo. Ostatnio ryb jest więcej, więc życie mojej rodziny się poprawiło. Ci, którzy rozstawiają pułapki i łowią młode ryby z rodziny wężogłowowatych, radzą sobie jeszcze lepiej” – powiedział szczerze pan Bá.

Na początku sezonu powodziowego w An Giang rybacy zarzucają sieci i łowią ryby w rzece.
Żegnając się z prostym rybakiem, przechadzałem się po targu Vinh Hoi Dong, zauważając, że nie ma zbyt wielu ryb słodkowodnych. Niektórzy sprzedawcy twierdzili, że targ Vinh Hoi Dong oferuje ryby słodkowodne przez cały rok, ponieważ są one transportowane w dół rzeki z Kambodży, a w miejscu połączenia rzeki stają się źródłem utrzymania dla rybaków.
Z powodu deszczowych dni ryb słodkowodnych jest mniej niż zwykle, ale zazwyczaj nie brakuje. Albo, jeśli chcesz zjeść dobrą rybę, musisz wybrać się tam wcześnie rano, kiedy sprzedawcy przywożą ryby ze stawów na targ. Po prostu, jako osoba z daleka, rzadko mam okazję wybrać się na targowisko wiejskie w górę rzeki o wczesnych godzinach porannych.
Nie tylko rybacy w górze rzeki, ale także ich „koledzy” z obszarów przygranicznych Tinh Bien i Chau Doc przygotowują się do nowego sezonu połowowego. Woda w kanale Vinh Te sięga już prawie brzegów. Na nizinach woda „wpełza” na pola ryżowe, a ciężkie kroki rybaków rozbijają się o błoto. Na nabrzeżu kilka małych łodzi stoi bezczynnie, odpoczywając po męczącym dniu połowu.
Pan Tran Van Ut (mieszkaniec gminy Vinh Te, miasta Chau Doc, prowincji An Giang) płynie w dół rzeki, ostrożnie zarzucając sieć, aby złowić ryby na kolację. Zapytany o aktualny połów ryb, uśmiechnął się życzliwie: „Ryb jest mnóstwo, kilka kilogramów dziennie, ale niewiele”.
Na szczęście ryby są drogie na początku sezonu, więc mogę zarobić na życie. Kiedy w sierpniu (według kalendarza księżycowego) poziom wody powodziowej wzrośnie i ten obszar będzie całkowicie zalany, wtedy właśnie rozpoczyna się prawdziwy sezon wędkarski. Wtedy też wypływam swoją małą łódką, żeby łowić ryby na odległych polach. Teraz sprawdziłem łódź, przetestowałem silnik i załatałem kilka podartych sieci, czekając na rozpoczęcie sezonu. Mam nadzieję, że tegoroczna powódź będzie wystarczająco duża, żeby zrekompensować ubiegłoroczne straty.
Czekając na powódź
Z trudem przesuwając pnie drzew mocno zakotwiczone w brzegach kanału Tra Su, pan Le Van Can (mieszkaniec okręgu Nhon Hung w mieście Tinh Bien w prowincji An Giang) z entuzjazmem odpowiadał na pytania gości. Wyjaśnił, że odbudowuje solidny most przy nabrzeżu, aby bezpiecznie zakotwiczyć łodzie. Każdego roku, gdy woda w kanale czerwienieje od mułu, wykonuje tę znaną pracę.
„W porze deszczowej łowię ryby i wracam przez ten pomost, więc musi być wysoki i solidny, żeby wytrzymać te długie miesiące. W tym roku, pod koniec czerwca, przy takim poziomie wody, widzę cień nadziei na nowy sezon połowowy. Ponieważ zarzucam tylko sieci lub łowię niewodem, moje życie jest niepewne. Jestem już stary, więc cieszę się z tego, co zarobię, pod warunkiem, że mam co jeść każdego dnia, żeby moje dzieci mogły się mniej martwić” – powiedział pan Can.
W historii niemal 70-letniego rybaka czasy, gdy handlarze ważyli ryby słodkowodne całymi buszlami, odeszły już w zapomnienie.
W tamtych czasach, gdy ludzie mieli więcej ryb, niż mogli zjeść, robili dziesiątki słoików sfermentowanej pasty rybnej i piętrzyli je wzdłuż ścieżek, albo przechowywali kilka worków suszonej ryby na strychu nad kuchnią. Z perspektywy czasu, to były przysmaki, których nikt wtedy nie doceniał, bo były dostępne w każdym domu. Teraz ryby stają się coraz rzadsze, więc pan Can ma szczęście, że nadal utrzymuje się z tego handlu!

Pan Can, rolnik z okręgu Nhon Hung, w mieście Tinh Bien (prowincja An Giang), z niecierpliwością oczekuje kolejnego sezonu powodzi.
„Złapane ryby zatrzymuję dla siebie, żeby je zjeść, a nadwyżki sprzedaję na targu. Teraz nawet złowienie kilku karpi czy sumów dziennie jest trudne. Na początku sezonu zarzucam sieci i pułapki do września lub października (kalendarz księżycowy), a potem przechodzę do zastawiania pułapek na żmijogłowy. Zebranie około tuzina pułapek zapewnia dodatkowe źródło dochodu pod koniec sezonu”.
„Mieszkając w tej okolicy od dziecka, podejmowałem się tylko dorywczych prac, takich jak wędkarstwo. Ta praca jest niesamowicie ciężka. Nurkujesz i pracujesz dniem i nocą, a kiedy woda wysycha i łódź jest pusta, pieniądze przepadają. Potem trzeba szukać ryb i krabów przez kolejne dni!” – zwierzył się pan Can.
Mimo świadomości trudności, pan Can i inni rybacy wciąż z utęsknieniem wyczekują sezonu powodziowego. Były lata, w których rybacy osiągali przyzwoite dochody, ponieważ podnoszący się poziom wody przyniósł obfite plony. Jednak teraz poziom wód powodziowych jest nieprzewidywalny, więc cieszą się, gdy rok jest dobry, a w latach, gdy nie jest, starają się jak mogą, aby przetrwać i zarobić na życie.
Niektórzy rybacy, oprócz działalności połowowej, hodują ryby w sposób „półdziki”. Pan Tran Van Mam, mieszkający w okręgu Thoi Son (miasto Tinh Bien, prowincja An Giang), robi to od dwóch sezonów powodziowych, przyczyniając się do wzrostu dochodów swojej rodziny. „Przygotowałem już teren lęgowy i wkrótce będę kupował małe ryby od rybaków, którzy używają sieci, wkładał je do klatek i hodował do października (według kalendarza księżycowego), zanim usuną sieci”.
„Polegamy na łatwo dostępnej wodzie powodziowej i kupujemy ślimaki, żeby się wyżywić, więc koszty są niskie. W zeszłym roku ta metoda pomogła mojej rodzinie zarobić dodatkowe pieniądze na Tet (Nowy Rok Księżycowy). Mam nadzieję, że w tym roku bogowie będą łaskawi dla nas, rybaków, i będziemy mogli cierpieć mniej, ponieważ przez ostatnie dwa sezony z trudem wiązaliśmy koniec z końcem w okresie powodzi” – powiedział szczerze pan Mẫm.
Pan Mẫm powiedział również, że obecnie pracuje jako taksówkarz motocyklowy, aby dorobić rodzinie, ponieważ ryby jeszcze nie wypłynęły na tarło. Być może minie ponad miesiąc, zanim poziom wody się podniesie, a on odłoży swoje pułapki i wyruszy w poszukiwaniu pracy, mając nadzieję, że uda mu się kupić nowe ubrania i przybory szkolne dla swoich dzieci, aby mogły z radością rozpocząć nowy rok szkolny.
Choć wody powodziowe nie są już tak obfite jak kiedyś, pozostają źródłem nadziei dla tych, którzy utrzymują się z rybołówstwa. Z różnych powodów wybierają oni ten zawód, brodząc w wodzie wzdłuż rzeki, znosząc życie pełne trudności i niepewności, mając jedynie nadzieję, że następne pokolenie będzie miało lepsze życie w nadchodzących dniach.
Source: https://danviet.vn/mua-nuoc-noi-an-giang-duoi-song-con-nuoc-da-lu-du-chin-do-dan-cau-luoi-da-bat-duoc-ca-dong-ngon-20240801172449613.htm







