Wieś jest pełna ruchu każdego popołudnia. Częściowo dzięki dzieciom. Niezależnie od tego, co myślimy, jak się martwimy i śpieszymy przygotować posiłek po zajętym dniu, oczy w wagonie wiedzą tylko to, że przed nami są świeżo zbierane pola zboża, szeroka trawa, czerwona ziemia do kopania i wycinki; obok pustych terenów znajdują się miejsca na zbieranie puszek, a drzewa stały się schronieniem dla gier pięcioletnich. . Po upływie dziesięciu lat, smoki wznosiły się na chmury i wrócili jako kruki. Ciągle biegali jak szczeniak z włosów odciśniętych potem, ubrania pokryte pyłem drogi, a ich głosy rozbrzmiewały śmiechem, krzykiem i wrzaskiem wskazującymi drogę do niewłaściwego rozdzielenia piernika w ekscytującej grze. Widząc beztroskie dzieci pełne entuzjazmu, dorośli często widzieli młodzieńczą duszę.
/Pamiętam, jak wieczorem wznosiły się na niebie pól zbożowe. /Tęskniłam za pustym i spokojnym wioskiem, /za żółtym kolorem złotego okresu /który mnie wychowywał, /za dziećmi, które rośnięte były tym dniem, /wraz ze śnieżnymi skrzydłami roku. /Powiedziałem, że ich śmiech i krzyk rozbrzmiewają po całym polu, /rozpuszczając zmęczenie i troski życia. /Dzieci są naiwne, trzymające sznurek /i wznoszące oczy ku niebu z radością.
Wietnam.









Komentarz (0)